Dziś rano obudziłam się z dziwnym uczuciem. Coś było nie tak. Czułam się jakoś inaczej... A najgorsze, że nie wiedziałam co się dzieje. Zjadłam śniadanie, szybko się ubrałam. Uczesałam włosy jak zwykle i złapałam plecak. Byłam gotowa.
W szkole jak zwykle. Usiadłam na lekcji matematyki przerażona złym humorem nauczycielki. Jednak jakoś przetrwałam. Starałam się jak mogłam. Potem nadszedł w-f. Ćwiczyłam razem z moją najlepszą przyjaciółką - Martą. Odbijałyśmy piłkę podczas przerwy i coś się stało - nagle niespodziewanie odbiłam piłkę z taką siłą, że aż rozleciała się na kawałki. I nie normalnie. Coś wydobyło się z mojej dłoni. Marta też to widziała.
-Julka? Co to było?
-Nie mam pojęcia. Poczułam jakby... moc w dłoni.
-Moc? Co ty czarodziejką jesteś? - zapytała żartobliwie. Wtedy uniosłam palec do góry i nagle - ni z gruszki ni z pietruszki wypłynęła z niego woda. A żadnej rany czy dziury nie miałam. Więc jak to się stało?
-Nic nie rozumiem - pokręciłam głową - o co tu do cholery chodzi?
-Chyba ktoś sobie robi z nas żarty.
Przez cały dzień nie mogłam zapomnieć o tym zdarzeniu. Jak ja to zrobiłam?
***